Nadszedł czas, przed którym nas ostrzegali dzieciaci znajomi - Malutka jest mobilna "w pionie". Tzn. nauczyła się wstawać i poruszać przy meblach, a trwa to już mniej więcej od miesiąca. Oczywiście najpierw ledwo się wdrapywała i stała na chwiejnych nóżkach jak mały pijaczek. Teraz ledwo zdążę się odwrócić, aby np. odebrać telefon, a już stoi i chodzi wokół stolika przy kanapach. Wszystko co na nim leży ściąga na podłogę, kwitując to krótkim "dia!" (jej wersja naszego "bach!"). Czytałam, iż nie jest to z jej strony żadna złośliwość, że oczyszcza nam stolik i półki będące na jej poziomie, z jedynie fascynacja faktem, że coś można zrzucić. Tak maluchy poznają świat. A że rodzice mają na to inny pogląd i wolą, jak rzeczy są ułożone zamiast walać się po podłodze - no cóż... Na jakiś czas trzeba zmienić nawyki:-)
Rozwój malutkiej odbił się jednak na sposobie spędzania z nią czasu - a konkretnie tych kilku godzin, które mam dla niej po powrocie z pracy. Dotychczas bawiła się na podłodze, pełzała itp. Atrakcją dla niej było usadzenie w jej krzesełku i obserwacja, jak gotuję lub obserwacja innych domowych czynności z poziomu podłogi. Obecnie nudzi się w jednym miejscu, bez możliwości poruszania (czytaj: wstawania). Moment od mojego powrotu z pracy do chwili położenia jej spać to nieustanna kontrola, czy się nie przewraca (małe omsknięcie nie jest dramatem, gorzej jak upada i celuje główką w podłogę), nie ściąga sobie nic niebezpiecznego na głowę itd. Zabawki nie są już tak atrakcyjne niż kiedyś - fajniejsze jest wszystko, co "dorosłe". Większość prac domowych jestem zmuszona odłożyć na czas po położeniu Małej spać - a że sama jestem mocno śpiąca, bo wstaję bardzo rano, aby wcześnie być w pracy i wyrobić się z pracą, jest coraz trudniej... Nie żebym się nie cieszyła, że taki dzielny z niej odkrywca, ale czasme mogłaby posiedzieć chwilkę w jednym miejscu:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz