W niedawno opublikowanym poście pisałam, że Malutka jest już mocno absorbująca: wstaje, ściąga rzeczy ze stolika itp. Nauczyła się również wstawać nie tylko przy meblach, ale także przy powierzchniach całkowicie płaskich (np. ściana) i zaczęła "chodzić" (czytaj: czołgać albo raczkować) do kuchni. I często robi to również wtedy, gdy mnie tam nie ma. Próby przywołania jej z powrotem do pokoju mają efekt odwrotny - gdy orientuje się, że chcę ją zniechęcić do wycieczki w kierunku kuchni, gwałtownie przyspiesza.
A kuchnia jest pomieszczeniem, gdzie obecnie identyfikuję kilka niebezpiecznych obszarów:
1) psia miska - zarówno ta z wodą (praktycznie zawsze pełna), jak i ta z psim jedzeniem (tutaj bywa różnie) stanowi wyjątkową atrakcję. Na chwilę obecną więszksze zainteresowanie wzbudza ta pełna wody. Suchej karmy jeszcze nie próbowała:) Ilekroć pojawia się przy misce z wodą, a ja mówię jej "no, no, no", osiągam efekt odwrotny do zamierzonego - mały paluszek wędruje w kierunku miski i cofa się nieznacznie, gdy słyszy mój głos.
2) piekarnik - z nie wiadomych powodów Małej bardzo podoba się ten sprzęt. Niebezpieczeństwo pojawia się, gdy akurat coś się w nim piecze. Szyba nie jest bardzo gorąca (sprawdzałam), ale nigdy nie wiadomo, kiedy się nagrzeje na tyle, aby zrobić Małej krzywdę. Dodatkową aktrakcję stanowi wyświetlacz i przyciski, którymi ustawia się rózne opcej tego sprzetu.
3) posadzka - sama w sobie nie stanowi zagrożenia. Obawiam się momentu, gdy Mała uderzy w nią główką. Wstaje już praktycznie przy wszystkim, więc potencjalnie w kuchni też może się przewrócić, a ja nie zdąże jej złapać.
Rozważam, czy i w jakim zakresie powinnam ograniczać mojego małego odkrywcę:) Na razie mniej na tym odkrywaniu świata cierpi Malutka, bardziej - moje nerwy. Zastanawiam się, ile to jeszcze potrwa oraz jak długo będę przeżywać każdy upadek lub potknięcie. I kiedy to minie... Bardziej doświadczeni rodzice (tzn. posiadające więcej niż jedno dziecko) twierdzą, że przy drugim... :)
Przy drugim łatwiej :-) więcej luzu. A kiedy niania wyrośnie....hmmm nigdy. A ty już zawsze będziesz się martwić.
OdpowiedzUsuńDzięki, czyli jeszcze trochę nerwów przede mną :D
OdpowiedzUsuń