środa, 15 maja 2013

Czarna dziura...

Wpadłam w czarną dziurę... Myślę, że śmiało można tak nazwać ten stan... Po ciężkiej niedzieli, gdy Malutka dała popalić babci, która przyjęła zająć się nią na dwie godziny nadszedł poniedziałek... Poniedziałek = początek tygodnia; zderzenie z pracą, której nie zdążyło się zrobić w poprzednim tygodniu; nowe zagadnienia, z którymi trzeba dać sobie radę na polu zawodowym. A jeśli chodzi o niedzielę, to zaczęła się całkiem nieźle. Mała pospała do 8.30 - zwykle budzi się godzinę wcześniej. Niestety potem wymagała dużo uwagi - jest na etapie, na którym chce robić wszystko, co rodzice. Efekt jest taki, że ściąga wszystko z blatu w kuchni (co leży w zasięgu małych rączek), robi velvet z papieru toaletowego w łazienkach, domaga się mojej szczoteczki do zębów (jej nie jest tak atrakcyjna jak nasze), sięga po mydło stojące na umywalce itp. Z jednej strony jest cudna - widać, że obserwuje, analizuje (na tyle, na ile może coś przeanalizować roczny rozumek:)), naśladuje... Z drugiej strony jej "małpkowanie" dorosłych czynności powoduje, że poziom skupienia rodziców osiąga poziom 200% - trzeba zfokusować się na tym, czy nie złapie czegoś da niej niebezpiecznego, nie ściągnie sobie czegoś na głowę lub zwyczajnie czegoś nie popsuje. 

"Danie popalić" babci oznaczało, że po prostu przez późniejszą pobudkę nie chciała iść na popołudniową drzemkę, była aktywna - zwyczajnie rozregulowała sobie dzienny rytm. Niestety moja mama dość rzadko z nią zostaje i nie umiała zareagować, np. zamiast drzemki dać jej chwili na zabawę, aby się zmęczyła czy wyjść na spacer, bo kołysanie w wózku usypia większość dzieci itp. Skończyło się tym, że mama wyszła od nas z komunikatem, że nie jest już zanadto chętna na pomoc w zajmowaniu się wnuczką. 

Skumulowane emocje z niedzieli i nadchodzącego poniedziałku dały efekt w postaci ogólnej rozpaczy... Po raz pierwszy od dłuższego czasu pomyślałam, że  byłoby fajnie przez chwilę  nie mieć dziecka i wyspać się weekend, mieć czas dla siebie i mieć nad wszystkim kontrolę... Oczywiście - teraz, gdy piszę to z perspektywy mój wyrzut sumienia sięga pewnie okolic Marsa. Jak mogłam pomyśleć (nawet przez chwilkę), że nie chcę Malutkiej? Jaka ze mnie matka, jeżeli dziecko mi może przeszkadzać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz