poniedziałek, 27 maja 2013

Ciągle pada...

Aura ostateniego piątku nie nastrajała optymistycznie... Deszcz, który zaczął się rano, padał do tej wieczora. Wracałam do domu z pracy myśląc intensywnie, czy woda, która mi chlupie w butach wyleje się zanim wysiądę z metra i jak sposób spędzenia tego popołudnia i wieczoru zaproponuje Malutkiej. Zwyczajowy spacer połączony z placem zabaw raczej odpadał. Wysiadając na moje stacji dostałam sms-a - koleżanka zaproponowała spotkanie. Na miejscu okazało się, że oprócz jej dzieciaków (dwie dziewczynki - 4 lata i 15 miesięcy) jest jeszcze piątka innych! Oprócz mnie zaprosiła trzy swoje "dzieciate" sąsiadki. Maleńka była najmłodsza i - co za tym idzie - najmniej mobilna. Ale odnalazła się świetnie... 

Od pewnego czasu zauważyłam, że interesują ją inne dzieci: cieszy się, gdy je widzi na placu zabaw, popiskuje w wózku, gdy inne dziecko ją mija. Niestety jest dzieckiem chowanym wśród dorosłych, w najbliższej rodzinie nie ma żadnych dzieci. Staram się ją socjalizować właśnie przez wychodzenie na plac zabaw, szukałam również zajęć w klubikach dla takich maluszków (większość oferuje tylko przygotowanie przedszkolne dla dzieciaków powyżej 2 lat). Nie będę tutaj piać, że chciałaby się z innymi dzieciaczkami pobawić - traktuje je raczej jako ciekawy obiekt do obserwacji i współfunkcjonowania. I jest zjawisko całkiem normalne dla takich roczniaków jak ona. Mam jednak nadzieję, że z czasem to zainteresowanie przerodzi się w chęć zabawy z rówieśnikami. 

Na szczęście nie były jej straszne krzyki 4-6 latków, które biegały po całym domu wrzeszcząc i tupiąc. Plątała się między nimi jak mały szczeniaczek, podchodząc do jakiś czas do porzuconych przez nich zabawek. A mama? Mama siedziała z innymi mamami, skubiąc przekąski przygotowane przez gospodynię i rozmawiając... no właśnie - o niczym istotnym. O przedszkolach w naszej dzielnicy, innych dzieciach, znajomych znajomych itp. I mimo, że całą sobą odżegnuję się od bycia mamuśką, której celem życia stało się bycie matką i która uważa, że należy się jej szacunek za przedłużanie gatunku ludzkiego i produkowanie pokolenia, które zarobi na nasze emerytury... - muszę przyznać, że takie popołudnie po całym tygodniu ciężkiej, koncepcyjnej pracy i zastanawiania się, czy sprawy domowe są jako-tako ogarnięte, świetnie mi zrobiło. Reset!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz