Ufff... Zdecydowałam się "zaszaleć" - mimo, że sezon sprawozdań finansowych w pełni - i na piątek wzięłam urlop. Nie ukrywam, że pomógł fakt, iż moja firma zmienia w ten nadchodzący długi weekend siedzibę i szansa, aby IT przeniosło nasze zasoby sieciowe, podłączyło serwery itp. bez kłopotów i przerwy w dostępach jest niskie. Kilka gotowych SF pojedzie ze mną Mazury w wersji papierowej, do zczytania.
Bo właśnie na Mazury się wybieramy, na działkę do moich rodziców. Na razie w babska ekipa: Mała, moja mama, ja i nasze psice:) Mój Mąż pracuje, a tata będzie mógł dojechać dopiero w piątek. Dochodzę do wniosku, że każdy wyjazd z dzieckiem to jak wyprawa na wojnę. Bierzemy wszystko - chociaż jedziemy do siebie. Z drugiej strony to nasz pierwszy po zimie wyjazd na Mazury, więc duża część rzeczy, którą zawiozę teraz zostanie do końca sezonu, a niektóre, jak np. zabawki, pewnie na kilka najbliższych lat.
Oby tylko pogoda dopisała, bo siedzenie w domu... Ten jest słabiej dogrzany niż mieszkanie w Warszawie, bo otwierany tylko na weekendy, a poza tym - no cóż jak pokazała ostatnia aura nawet takie małe dzieci w czasie deszczu się nudzą. Nie wymagam 30 st. upałów, ale byłoby miło, gdyby przynajmniej nie padało, bo wtedy mogłabym pojechać i coś Malutkiej pokazać. Myślę, że już trochę atrakcji dla roczniaka można znaleźć. W miarę niedaleko są Zwierzęta Eulalii czy Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, a myślę, że w Olsztynie znajdzie się jakieś centrum zabaw dla dzieci. Traktuję to jednak jako opcję rezerwową i trzymam kciuki za piękną pogodę, która pozwoli m.in. na inaugurację dmuchanego baseniku, który Mała dostała na 1. urodziny.