Dziś krótko, bo jednak dopadł mnie stres i niepokój.
Jutro pierwszy dzień w firmie po 8-miesięcznym pobycie z malutką w domu. Zostawiam kaszki, zupki, grzechotki i inne zabawki oraz wszystko to, co przez ostatni czas było moją codziennością. Najbardziej będzie mi brakować spacerów, bo ten punkt dnia lubiłam najbardziej. Odkąd mała urodziła się (na wiosnę) do późnej jesieni chodziłam na trzygodzinne wędrówki z wózkiem, a mała przesypiała cały spacer. Teraz już nie śpi tak dużo w ciągu dnia i jest na tyle ruchliwa i zainteresowana, że po godzinnej drzemce w zależności od dnia wytrzymuje w wózku do godziny po przebudzeniu, a później zaczyna się wiercić. Na szczęście już niedługo będzie mogła z wózka wyjść:) Dzięki spacerom szybko wróciłam do formy i wagi sprzed ciąży, mimo że karmiłam mm. I tu przy okazji obalam kolejny mit, że tylko karmienie piersią gwarantuje szybki powrót do formy i figury.
To tyle dygresji... Ubranie na jutro przygotowane (trochę łatwiej, bo jutro casual friday), torba z laptopem spakowana, śniadanie i lunch do pracy zaplanowane. Czuję się tak, jakbym szła do zupełnie nowej pracy.
Trzymajcie kciuki!
PS. Idę do sąsiadki na - cytuję - "relaksujący napój z gumijagód", obym jutro wstała:)
Trzymajcie kciuki!
PS. Idę do sąsiadki na - cytuję - "relaksujący napój z gumijagód", obym jutro wstała:)


