czwartek, 31 stycznia 2013

To już jutro ...

Dziś krótko, bo jednak dopadł mnie stres i niepokój.

Jutro pierwszy dzień w firmie po 8-miesięcznym pobycie z malutką w domu. Zostawiam kaszki, zupki, grzechotki i inne zabawki oraz wszystko to, co przez ostatni czas było moją codziennością. Najbardziej będzie mi brakować spacerów, bo ten punkt dnia lubiłam najbardziej. Odkąd mała urodziła się (na wiosnę) do późnej jesieni chodziłam na trzygodzinne wędrówki z wózkiem, a mała przesypiała cały spacer. Teraz już nie śpi tak dużo w ciągu dnia i jest na tyle ruchliwa i zainteresowana, że po godzinnej drzemce w zależności od dnia wytrzymuje w wózku do godziny po przebudzeniu, a później zaczyna się wiercić. Na szczęście już niedługo będzie mogła z wózka wyjść:) Dzięki spacerom szybko wróciłam do formy i wagi sprzed ciąży, mimo że karmiłam mm. I tu przy okazji obalam kolejny mit, że tylko karmienie piersią gwarantuje szybki powrót do formy i figury.

To tyle dygresji... Ubranie na jutro przygotowane (trochę łatwiej, bo jutro casual friday), torba z laptopem spakowana, śniadanie i lunch do pracy zaplanowane. Czuję się tak, jakbym szła do zupełnie nowej pracy.

Trzymajcie kciuki!

PS. Idę do sąsiadki na - cytuję - "relaksujący napój z gumijagód", obym jutro wstała:)

wtorek, 29 stycznia 2013

O przygotowaniach i ... butelce

Dziś pierwszy raz, kiedy na cały dzień przyszła opiekunka do malutkiej. Na szczęście to osoba sprawdzona, która zostawała już z małą. Uwielbia ją, bo maleńka jest bardzo pogodnym dzieckiem, nie boi się ludzi i nie przytula się nerwowo do mamy na widok obcych.


Wg teorii niektórych, to dlatego, że bardzo krótko karmiłam ją piersią (2 tygodnie, różne okoliczności na tę decyzję wpłynęły) i nie mamy ze sobą więzi [sic!]. Niestety teorię tę obala fakt, że ja jestem dzieckiem wychowanym na matczynej piersi, a moi rodzice do tej pory wspominają, że od początku "byłam cygan i z każdym bym poszła" :-) Niemniej jednak butelka to kolejna cegiełka do tego, aby naznaczyć mnie w niektórych kręgach jako wyrodną matkę... Każda z nas ma wybór i może, ale nie musi karmić piersią. Zdarzają się też przypadki, że zmusza nas do tego sytuacja. Według mnie nie tutaj tzw. złego rozwiązania. Każde rozwiązanie jest dobre, bo - jak już raz pisałam - szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ktoś z moich znajomych, komu "nie wyszło" karmienie piersią nazwał to, co zaczyna się już na oddziałach położniczych i dzieje się dalej przy każdej wizycie u pediatry, spotkaniu z osobami popierającymi karmienie piersią jako jedyne i słuszne itd. "histerią laktacyjną". Bardzo łatwo dać sobie wpoić poczucie winy i poddać się potępiającym spojrzeniom. Należy uszanować KAŻDĄ decyzję, jaką podejmie kobieta. Dlatego cenię takie inicjatywy, jak społeczność Butelkowej Mamy na Facebook'u, która wspiera mamy karmiące swoje maleństwa z butelki. Zachęcam do zapoznania się z Butelkową Mamą wszystkich zainteresowanych. Przekonanie, że nie jest się osamotnionym w swoich wyborach jest bardzo ważne.


Wracając do kwestii opiekunki - nie dziwię się, że maleńka tak świetnie reaguje na opiekunkę, jeżeli czuje, że ona ma do niej tyle ciepłych uczuć, jak do własnej wnuczki. Dzieci są jak barometr - doskonale odpowiadają na nastroje. A mała czuje, że ktoś podchodzi do niej z sercem na dłoni... I czasem to niestety wykorzystuje, bo bardzo często "wskakuje" opiekunce na ręce. A więc doszło mi kolejne zmartwienie - czy pod moją nieobecność malutka nie zostanie ponad normę rozpieszczona... Jak widać każde rozwiązanie niesie za sobą jakieś zagadnienia... Koleżanki zazdroszczą mi sprawdzonej osoby, a ja się martwię, że będzie dla małej za dobra... :-) Ehhh...

niedziela, 27 stycznia 2013

Co może pomóc?

Zastanawiałam się, co może pomóc w przejściu przez ten trudny dla matki czas, jakim jest powrót do pełnoetatowej aktywności zawodowej. Myślę, że bardzo ważne jest wsparcie innych mam - oczywiście chodzi o takie, które taki czas mają już za sobą. Warto porozmawiać z takimi kobietami. Od razu podkreślę, że dużo łatwiej nie będzie, nie znikną skumulowane wątpliwości i nie pojawi się stuprocentowe przekonanie, że postępuję słusznie. Ale świadomość, że nie jestem jedyną na świecie matką (w domyśle: wyrodną), która postanowiła zostawić dziecko pod opieką kogoś innego i wrócić do realizacji swoich ambicji pomaga. W końcu: szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa czyli zrealizowana, bez negatywnej świadomości, że poświęciła się dziecku, odłożyła swoje cele na rzecz małej istoty. Oczywiście ktoś może pomyśleć, że nie można przeginać i przedkładać swoich osobistych ambicji nad dobro dziecka. Ale czy sfrustrowana matka to dobra matka? Na szczęście nie doszłam do etapu frustracji - jednak nigdy nie potępię kobiety, która wróci do pracy właśnie dlatego, że chce się wyzbyć takiego uczucia. Pamiętajmy, że to co jest dobre dla nas, jest dobre naszych dzieci.

W pracy mam dwie koleżanki, które są na tyle bliskie, że mogę przedyskutować z nimi swoje wątpliwości. Obie wróciły do pracy, gdy ich dzieci miały 8-10 miesięcy. Żadna z nich nie powiedziała, że będzie dobrze; każda z nich pokreśliła, że będzie trudno. I że przepłaczę pierwszy tydzień, myśląc bezustannie o małej. I że trzeba to przeżyć, że tego pierwszego etapu się nie ominie. Że nie ma złotej porady, która pomoże uporać się z tym wszystkim. Jednocześnie powiedziały, że z czasem wszystko się ułoży i da się "ogarnąć". Stokroć bardziej cenię sobie taką szczerość niż sztuczny uśmiech i przekonywanie, że wszystkie role da się pogodzić i być w nie zaangażowaną na 200%. Za kilka dni dam znać, jak to wygląda w praktyce...

piątek, 25 stycznia 2013

Obawy matki powracającej

Czego obawia się wracająca do pracy kobieta po pobycie z dzieckiem w domu? Myśli jest tyle, że trudno je uporządkować...

Boję się, że:
- nie odnajdę się w pracy, bo podczas mojej nieobecności wiele się zmieniło;
- osoby, z którymi miałam fajny kontakt i dobrze się dogadywałam zapomniały o moim istnieniu i nie będę miała nikogo bliskiego po powrocie;
- wszystko, co udało mi się wypracować przed urodzeniem dziecka jako podstawę do awansu zostanie zapomniane i będę musiała zaczynać na nowo z czystą kartą;
- podjęłam niewłaściwą decyzją dotyczącą powrotu do firmy, w której pracowałam przed porodem, bo może łatwiej byłoby mi zacząć gdzie indziej od nowa;
- te osoby, które awansowały w czasie mojej nieobecności będą na mnie patrzeć "z góry";
- nie będę tak zaangażowana w pracę jakbym chciała i oczekiwała tego od swoich pracowników, bo, jak ostatnio mi ktoś powiedział, zmieniło mi się podejście z powodu bycia mamą;
- będę spędzać z dzieckiem za mało czasu, a ono powie "mama" do opiekunki zamiast do mnie;
- pierwsze kroczki moje dziecko postawi przy opiekunce i ominę wszystkie nowe umiejętności maleństwa;
- moje życie ograniczy się siłą rzeczy do pracy i domu, bo po pracy każdą wolną chwilę będę chciała spędzić z dzieckiem;
- albo nie będę odpowiednim towarzystwem dla mojego dziecka po pracy, bo zmęczenie weźmie górę nad uczuciami rodzicielskimi;
- dziecko będzie budzić się rano przed moim wyjściem do pracy i płakać, a ja nie poradzę sobie psychicznie z tą sytuacją (jak każda mama nie najlepiej reaguję na płacz mojego dziecka);
- ucierpi moja relacja z mężem, bo praca - dziecko - dom wypełnią te jedyne 24 h, które ma doba;
- ...

I mogłabym tak co kilka minut coś dopisywać do powyższej listy, bo w takiej mniej więcej częstotliwości dopadają mnie różne wątpliwości. Jak widać obszary, których dotyczą obawy też są różne.

Mam wielką nadzieję, że jednak "strach ma wielkie oczy" i wszystko się po moim powrocie do pracy poukłada. Za tydzień o tej porze będę po pierwszym dniu w pracy...

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Skąd ten pomysł?

Na początku nie wyjaśniłam istotnej kwestii: skąd pomysł na blog? A dokładnie - skąd pomysł na publikowanie moich przemyśleń związanych z powrotem do pracy?

Po pierwsze: wyznaję zasadę, że problem wypowiedziany (w tym przypadku opublikowany) przestaje być problemem, a na pewno maleje jego ranga. Czyli opisanie tego na blogu to niebezpośrednia forma wygadania się.

Po drugie: szukając porad związanych z powrotem do pracy w internecie znalazłam dużo konkretnych porad takich jak - z kim zostawić dziecko, jakie są prawa matki wracającej do pracy itp. Niewiele jest bardziej osobistych tekstów, które pozwalają się kobiecie wracającej do pracy  zidentyfikować z ich autorem.

Po trzecie: niewiele mam koleżanek, które wróciły już do pracy po urodzeniu dziecka i nie mam przed kim wylać moich wątpliwości, obaw, stresów.

Pomyślałam, że spiszę wszystkie moje przemyślenia, co pozwoli je oswoić i - być może - pomoże innym mamom przejść przez ten okres.

czwartek, 17 stycznia 2013

Wracam do pracy...

Jestem mamą i kobietą aktywną zawodowo. Równo za 2 tygodnie, 1 lutego 2013, wracam do pracy. Wracam po urlopie macierzyńskim i kilkunastu dodatkowych tygodniach, które udało mi się zyskać dzięki zaległemu urlopowi wypoczynkowemu. Łącznie 8 miesięcy.

Skąd decyzja o powrocie właśnie teraz? Powodów jest kilka. Pierwszy (chociaż nie główny) to finanse. Jak x par w naszym kraju mamy kredyt na mieszkanie i nie możemy sobie pozwolić na to, aby zrezygnować z  mojego wynagrodzenia na pewien czas. Kolejny powód to moje ambicje - tak, przyznaję publicznie, że chciałam wrócić do aktywności zawodowej, bo po pewnym okresie tzw. siedzenia z dzieckiem w domu czułam, że to na dłuższą metę nie dla mnie. Byłam bardzo zdeterminowana, aby wrócić - i oczywiście - jestem nadal.

Niestety właśnie dogania mnie "matczyna" rzeczywistość. Pojawiły się wątpliwości: czy dobrze robię, czy to nie za wcześnie, czy mała da sobie radę beze mnie, czy nie przedkładam osobistych ambicji ponad dobro dziecka. Nie pomagają materiały, które aktualnie pojawiają się w tv w kontekście wydłużenia przez rząd urlopów macierzyńskich, że pierwszy rok życia dziecka jest najważniejszy i obecności matki w tym okresie nie da się zastąpić.

Jak to się wszystko ułoży? Okaże się za 2 tygodnie.