czwartek, 29 sierpnia 2013

Skoki rozwojowe - co dalej?

W lipcu udało mi się wykroić tydzień urlopu i pojechać z Małą na działkę do moich rodziców, na Mazury. Przyznam, że 24 godziny 7 dni w tygodniu z moją córeczką (oprócz nas była jeszcze tylko moja mama czyli tzw. "baba" dla Malutkiej oraz 2 psy: nasza psinka i terierka moich rodziców) sprawiły mi niesamowitą przyjemność. Mała była przegrzeczna, żadnego ponadprogramowego marudzenia, żadnych skoków rozwojowych...W sumie, jeżeli skończyła już jakiś czas temu roczek (teraz ma 15 misięcy), to jak rozumiem skoki rozwojowe mamy już za sobą? Czy się mylę i Malutka jeszcze nas zaskoczy złym humorkiem i byciem na "nie" przez kilka dni pod rząd? Co na to doświadczeni rodzice?


wtorek, 6 sierpnia 2013

Przedszkolak

Wczoraj kolejny dzień Malutkiej w przedszkolu (pierwszy opisałam tu) ... Już w ciągu dnia dostaliśmy informację z Buzzy Bee, że nasza księżniczka zasnęła w czasie leżakowania. Pierwszego dnia się nie udało. Ale jak słusznie założyły Panie z przedszkola - w nowym miejscu, po dawce zupełnie nowych przeżyć i emocji nie należy zmuszać. W związku z tym zaraz po odebraniu jej i dotarciu do domu odłożyłam ją do łóżeczka na drzemkę. Dzień drugi był już bardziej zwyczajny; Malutka pospała 2 godziny czyli tyle, ile zwykle trwa jej drzemka w domu.

Co ciekawe - wczoraj rano, około 9.15 zaprowadziła mojego M. do przedpokoju, kazała zapalić sobie światło, wyjęła buciki z garderoby, powiedziała "brum, brum". Podobno jednoznacznie pokazała, że czas wyjść - zastanawiamy się, czy miała na myśli pójście do przedszkola? Pozwoliła się zaprowadzić, odpowiedziała na "papa" Męża i została bez żadnego problemu. Spotkanie ze mną po południu wyglądało podobnie jak wczoraj: ucieszyła się na mój widok, ale nie ciągnęła do furtki. Myślę, że jako małej jedynaczce brakuje jej kontaktu z dziećmi, a wizyta w przedszkolu daje możliwość zabawy z innymi maluchami. Co prawda nasza Mała jest na razie najmłodsza, ale świetnie sobie radzi, a co za tym idzie - rodzice pękają z dumy:)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Klątwa?

Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy na naszej małej rodzinie ciąży klątwa. Od lutego czyli odkąd wróciłam do pracy wciąż zaskakują nas różne wydarzenia, które wymagają organizacji naszego życia lub reorganizaji dotychczasowego trybu, szukania nowych rozwiązań... Po kolei:
  • wypadek mojego Męża;
  • rozcięcie głowy przez Malutką;
  • problemy w pracy, które pojawiły się ostatnio.
Najnowszy problem jest taki, że nasza opiekunka złamała rękę i przynajmniej do końca sierpnia jest unieruchomiona, w gipsie. Zakładam, że potem potrzebna będzie rehabilitacja, więc we wrześniu też może być nieobecna.

Po raz kolejny w tym roku stanęliśmy przed faktem dokonanym - jak sobie poradzić bez opiekunki, nie rezygnując z pracy. Pomysł pierwszy upadł dość szybko - nie udało nam się zatrudnić nikogo na zastępstwo. Nie chciałam szukać przez "nianiowe" portale, bo jednak nie wyobrażam sobie wpuszczenia do domu obcej osoby i powierzenia jej mojego dziecka. Poszukiwanie przez znajomych nie przyniosło efektu, bo nawet jeśli ktoś mógł kogoś polecić, to akurat ta osoba obecnie ma zajęcie. Kolejny pomysł przyszedł nam do głowy dość szybko - zdecydowaliśmy się oddać Malutką do przedszkola, do BuzzyBee. Nigdy nie podjęlibyśmy tej decyzji, gdyby nie fakt, że przedszkole prowadzi nasza koleżanka i ma tzw. grupę żłobkową. Przedszkole mieści się w miarę niedaleko nas, a grupa żłobkowa razem z naszą Małą liczy w sumie trójkę dzieciaczków. Duża willa z ogrodem na skraju Lasu Kabackiego, z dala od zgiełku miasta.

Wczoraj był pierwszy dzień. Mój Mąż zawiózł dziś Maleńką na 10.00 do przedszkola, a ja ją odebrałam. Oboje bardzo to przeżyliśmy... M. stał za płotem, chowając się za drzewem i obserwując, czy na pewno może Małą zostawić. W ciągu dnia zrobił sobie jeszcze wycieczkę rowerową pod przedszkole - tak na wszelki wypadek:) Ja jechałam o 15.00 do przedszkola z bijącym sercem , zastanawiając się, jak przywita mnie Maleńka. Uznałam, że jej reakcja dużo mi powie na temat tego, czy się zaadaptowała. Weszłam na teren przedszkola i zobaczyłam ją wśród dzieci. Ona również mnie zauważyła, podbiegła, uśmiechnęła się, pokazała na zabawki w ogródku i ... pobiegła bawić się dalej. Bez rozpaczy, przylgnięcia do moich nóg itp. Odetchnęłam. Okazało się, że Mała zaadaptowała się świetnie - i na to faktycznie liczyłam, bo widzę, jak lgnie do dzieci na placu zabaw. Kolejny sprawdzian dziś - czy da się mojemu M. zostawić w przedszkolu?