W miniony weekend byliśmy na weselu i po raz pierwsze zabraliśmy Małą na taką imprezę. Oczywiście nie na cały wieczór, a jedynie do kościoła na ślub i na początek wesela. Szczęśliwie odbywało się ono 10 minut jazdy samochodem od naszego domu, więc po 20.00 spakowaliśmy Malutką do samochodu i odwieźliśmy do domu, gdzie czekała moja siostra, która wykąpała szkraba i odłożyła spać. Rodzice mogli spokojnie wrócić na imprezę i bawić się dalej.
I właśnie ta impreza uświadomiła mi, jak bardzo "dorosłe" jest już moje dziecko. Nie powstrzymaliśmy się od zrobienia z niej małej laleczki. Miała odświętną sukieneczkę, butki i dwa kucyki. Konieczność zbierania jej włosków w kitki wynika z tego, że mimo postrzyżyn, które zrobiłam jej jakiś czas temu, są one i tak bardzo długie. Kucyki trochę panują nad włoskami spadającymi na twarz i wchodzącymi w oczy. Kolejne postrzyżyny chcemy już zrobić u fryzjera - z nadzieją, że lepiej poradzi on sobie z nożyczkami przy wiercącym się maluchu. Ostatecznego wyboru sukienki dla Małej na wesele dokonał mój Mąż - wykładałam z garderoby różne stroje, mniej lub bardziej różowe, stroje, praktyczne itp. M. wskazał na najbardziej strojną sukieneczkę, a mój komentarz, że może założyć jej coś innego skwitował krótkim "Ma być księżniczka"... :) Troszkę nam tata na punkcie córeczki oszalał.
Wychodząc już z wesela szliśmy przez parking - Mąż z Malutką, które dreptała na własnych nóżkach przy wózku i ja trochę z przodu, aby otworzyć samochód. Spojrzałam na wystrojoną Maleńką, jak prawie samodzielnie idzie do samochodu i zrozumiałam, że nie mamy już bobaska, ale mała dziewczyneczkę... Cały czas ta myśl mnie rozczula - z jednej strony szkoda mi, że czas tak szybko i nieodwracalnie przemija... Z drugiej - jestem dumna patrząc, jak nasza Malutka przemienia się ze śmiesznego szczeniacka (jeszcze niedawno) w małego człowieczka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz