Postanowiłam skupić się na sprawach przyjemniejszych niż rozważanie, czy jestem dobrą matką i przeciwstawić się złym nastrojom, które mnie ostatnio prześladują.
We wtorek Malutka kończy roczek. Nie wiem, kiedy to minęło. Jeszcze rok temu chodziłam z wielkim brzuchem... W związku z tym jutro robimy przyjęcie dla najbliższych. Aby nadać odpowiednią oprawę temu wydarzeniu i pokreślić charakter całej imprezy, a także - nie będę tego ukrywać - ułatwić sobie trochę przygotowania i końcowe sprzątanie, sięgałam po papierowo-plastikową zastawę. Uznałam, że raz w życiu dziecko kończy rok i chociaż nie będzie nic pamiętać z przyjęcia, niech chociaż później na zdjęciach zobaczy, że całość dekoracji była zrobiona dla niej.
Jak szalona mamuśka przekopałam się przez strony www oferujące różnego rodzaju tematyczne akcesoria. Kolor wiodący - różowy! W końcu to dziewczynka, a co! Papierowe talerzyki, plastikowe sztućce i kubeczki, jednorazowe foliowe obrusy - bez konieczności uruchomiania pralki i zmywarki. Dla zabawy - sztućce ułożone w słoiczkach po gerberkach, ozdobionych różową wstążeczką oraz balony i transparent na drzwi:)
Menu też proste. Zdecydowanie bufet, bez zasiadania przy stole. Po pierwsze - przy plus/minus 20 osobach jest to już spore wyzwanie. Po drugie - przy takim Maluchu i tak się nie nasiedzimy, bo przede wszystkim jubilatka nie usiedzi długo w jednym miejscu. Pogoda powinna dopisać, więc otworzymy salon na taras i każdy z gości będzie mógł wziąć swój talerzyk czy kubek i skorzystać ze świeżego powietrza.
Kursujemy teraz między kuchnią a salonem szykując część dań na jutro i układając nakrycia. Próbka na zdjęciu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz