piątek, 28 czerwca 2013

Tylko 5 pln

Ostatnio byłam świadkiem interesującej rozmowy mama-dziecko, którą usłyszałam w jednym z centrów handlowych. Całe zajście przebiegło następująco:
  • dziecko [wybiega przed mamę, która prowadzi koszyk pełen zakupów, na oko - typowe spożywczo-chemiczne zaopatrzenie domu; pokazuje na automat pełen piłeczek, z których każda ma środku zabaweczkę z kategorii "durnostrojka"]: Mamo, mamo! Mogę zagrać?
  • mama [zmęczona zakupami, skupiona na manewrowaniu koszykiem pomiędzy innymi klientami oraz - zapewne - zastanawiająca się, po co w domu kolejny absolutnie nieprzydatny drobiazg, którym dziecko pobawi się pół godziny]: Kochanie, nie mam już pieniążków...
  • dziecko [cały czas pełne entuzjazmu]: Ale mamo! To tylko 5 złotych!

Wyminęłam mamę z dzieckiem i pobiegłam załatwiać swoje sprawy, nie usłyszałam końca tej rozmowy. Ale powróciło do mnie pytanie, które zadawałam sobie jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Jak wychować dziecko w obecnych czasach tak, aby z jednej strony nie tkwiło w kulcie pieniądza (i nie ulegało pochodnej od pieniądza chęci posiadania gadżetów typu najnowszy telefon komórkowy, playstation itp.). a z drugiej - aby w związku z tym nie czuło się gorsze na tle swoich rówieśników? Gorsze, bo rówieśnicy wyśmieją brak laptopa albo iphone'a.

Obawiamy się z Mężem sytuacji, iż nawet jeśli uda nam się wytłumaczyć Malutkiej, że nie określa nas to, co posiadamy (czyli bardziej jesteśmy "być" niż "mieć"), to jednak zetknięcie z rówieśnikami może okazać się bolesne - bo dzieci bywają okrutne. Jak wyważyć proporcje? Szczególnie, że nie musimy oglądać każdej złotówki, ale do osób, które nie muszą przejmować się finansami z pewnością nie należymy. Jak wiele młodych małżeństw mamy kredyt na mieszkanie i niestabilną sytuację zawodową - a dokładniej: mój Mąż od zakończenia studiów nie przepracował ani jednego dnia na umowie o pracę... Nie mówię, że mamy jej odmawiać wszystkiego, ale nie chcemy biec do sklepu za każdym razem, gdy znani producenci elektroniki, zabawek itp. wypuszczą na rynek jakąś nowość.

A moje pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi... Jak wychować dziecko tak, aby nie określało go to, co posiada? Macie może jakieś wskazówki?

3 komentarze:

  1. Mam jeden całkiem dobry. Nazywa się "Bank Taty". Dziecko co miesiąc otrzymuje od rodziców ustaloną kwotę pieniędzy, która wpływa do Banku Taty (może być też Bank Mamy:). Może wydawać swoje pieniądze na co tylko chce, ale może również ich nie wydawać i otrzymywać procent od oszczędności.

    W ten sposób bardzo łatwo i szybko można nauczyć dziecko wartości pieniądza. Potrzeba tłumaczenia, że coś jest za drogie lub niepotrzebne znika bardzo szybko. Ma to wymiar dwutorowy: z jednej strony nie walają się po domu miliony niepotrzebnych zabawek, a z drugiej postrzeganie świata zaczyna się od tego co mam ja, a nie co mają inni.

    Tę metodę można modyfikować i rozwijać na szereg sposobów, tylko wymaga pewnej konsekwencji, ale jak każda rzecz związana z wychowaniem.

    Piter

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Muszę to przemyśleć, bo nie słyszałam jeszcze o takim rozwiązaniu. Brzmi fajnie i faktycznie uczy dziecko gospodarowania własnymi środkami. A czy nie pojawiają się problemy pt. "a x ma większe kieszonkowe niż ja..."?

    OdpowiedzUsuń
  3. No pewnie, że może się zdarzyć. Oczywiście zależy w jakim wieku są dzieci, bo najpierw liczy się to co mam fizycznie. Często fajniejsza zabawka nie musi być droższa. Wyższe kieszonkowe to melodia przyszłości, kiedy pieniądze potrzebne są na "bieżące" wydatki np. na wycieczce, kolonii etc. Poza tym stosując model banku można motywować dziecko do oszczędności, inwestowania itd. Daje to mnóstwo możliwości skierowania rozmowy na inne tory.

    OdpowiedzUsuń