Długi weekend dawno za nami - niestety kumulacja pracy nie pozwoliła mi na bieżące opisanie wrażeń z wyjazdu. Pobyt na Mazurach przebiegł całkiem dobrze. Mała pofikała po trawie, nałykała się świeżego powietrza... Niestety dały o sobie znać ząbki (sądząc po tym, że ślini się jak bokser [mam na myśli rasę psa]) i dwa dni a czterech była nieco bardziej marudna niż zawsze.
Poza tym okazało się, że osiągnęła wiek, który jest dość słaby na podróżowanie samochodem. Ile pośpi, tyle jedzie spokojnie. Ale jeżeli jest wyspana i nie ma ochoty na kolejną drzemkę, to szybko zaczyna się nudzić, wiercić i nie rozumie, dlaczego nie może wysiąść ze swojego fotelika. Rozumek takiego roczniaka nie jest jeszcze w stanie pojąć tłumaczeń, że musi jechać w foteliku i nie daje się zająć czymś innym. Kończy się płaczem Malutkiej i moją rozpaczą przez ten czas podróży, gdy muszę słuchać jej żalów.
Po tej podróży (w końcu na Mazury jest tylko 200 km) wyleczyliśmy się ostatecznie z Mężem z pomysłu podróży przez Europę w trakcie wakacji. Chcieliśmy odwiedzić brata mojego M. w Niemczech i zajrzeć do Szwajcarii, gdzie są aktualnie nasi znajomi. Pomysł wyjazdu na Kretę we wrześniu wydaje się dużo rozsądniejszy. I na szczęśćcie hotel już zarezerwowany na Booking.com, a bilety lotnicze kupione. A myśl o słonecznym urlopie wpływa pozytywnie na moje nastawienie do życia, w tym pracy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz