Zastanawiałam się, co może pomóc w przejściu przez ten trudny dla matki czas, jakim jest powrót do pełnoetatowej aktywności zawodowej. Myślę, że bardzo ważne jest wsparcie innych mam - oczywiście chodzi o takie, które taki czas mają już za sobą. Warto porozmawiać z takimi kobietami. Od razu podkreślę, że dużo łatwiej nie będzie, nie znikną skumulowane wątpliwości i nie pojawi się stuprocentowe przekonanie, że postępuję słusznie. Ale świadomość, że nie jestem jedyną na świecie matką (w domyśle: wyrodną), która postanowiła zostawić dziecko pod opieką kogoś innego i wrócić do realizacji swoich ambicji pomaga. W końcu: szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Szczęśliwa czyli zrealizowana, bez negatywnej świadomości, że poświęciła się dziecku, odłożyła swoje cele na rzecz małej istoty. Oczywiście ktoś może pomyśleć, że nie można przeginać i przedkładać swoich osobistych ambicji nad dobro dziecka. Ale czy sfrustrowana matka to dobra matka? Na szczęście nie doszłam do etapu frustracji - jednak nigdy nie potępię kobiety, która wróci do pracy właśnie dlatego, że chce się wyzbyć takiego uczucia. Pamiętajmy, że to co jest dobre dla nas, jest dobre naszych dzieci.
W pracy mam dwie koleżanki, które są na tyle bliskie, że mogę przedyskutować z nimi swoje wątpliwości. Obie wróciły do pracy, gdy ich dzieci miały 8-10 miesięcy. Żadna z nich nie powiedziała, że będzie dobrze; każda z nich pokreśliła, że będzie trudno. I że przepłaczę pierwszy tydzień, myśląc bezustannie o małej. I że trzeba to przeżyć, że tego pierwszego etapu się nie ominie. Że nie ma złotej porady, która pomoże uporać się z tym wszystkim. Jednocześnie powiedziały, że z czasem wszystko się ułoży i da się "ogarnąć". Stokroć bardziej cenię sobie taką szczerość niż sztuczny uśmiech i przekonywanie, że wszystkie role da się pogodzić i być w nie zaangażowaną na 200%. Za kilka dni dam znać, jak to wygląda w praktyce...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz