Dziś pierwszy raz, kiedy na cały dzień przyszła opiekunka do malutkiej. Na szczęście to osoba sprawdzona, która zostawała już z małą. Uwielbia ją, bo maleńka jest bardzo pogodnym dzieckiem, nie boi się ludzi i nie przytula się nerwowo do mamy na widok obcych.
Wg teorii niektórych, to dlatego, że bardzo krótko karmiłam ją piersią (2 tygodnie, różne okoliczności na tę decyzję wpłynęły) i nie mamy ze sobą więzi [sic!]. Niestety teorię tę obala fakt, że ja jestem dzieckiem wychowanym na matczynej piersi, a moi rodzice do tej pory wspominają, że od początku "byłam cygan i z każdym bym poszła" :-) Niemniej jednak butelka to kolejna cegiełka do tego, aby naznaczyć mnie w niektórych kręgach jako wyrodną matkę... Każda z nas ma wybór i może, ale nie musi karmić piersią. Zdarzają się też przypadki, że zmusza nas do tego sytuacja. Według mnie nie tutaj tzw. złego rozwiązania. Każde rozwiązanie jest dobre, bo - jak już raz pisałam - szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ktoś z moich znajomych, komu "nie wyszło" karmienie piersią nazwał to, co zaczyna się już na oddziałach położniczych i dzieje się dalej przy każdej wizycie u pediatry, spotkaniu z osobami popierającymi karmienie piersią jako jedyne i słuszne itd. "histerią laktacyjną". Bardzo łatwo dać sobie wpoić poczucie winy i poddać się potępiającym spojrzeniom. Należy uszanować KAŻDĄ decyzję, jaką podejmie kobieta. Dlatego cenię takie inicjatywy, jak społeczność Butelkowej Mamy na Facebook'u, która wspiera mamy karmiące swoje maleństwa z butelki. Zachęcam do zapoznania się z Butelkową Mamą wszystkich zainteresowanych. Przekonanie, że nie jest się osamotnionym w swoich wyborach jest bardzo ważne.
Wracając do kwestii opiekunki - nie dziwię się, że maleńka tak świetnie reaguje na opiekunkę, jeżeli czuje, że ona ma do niej tyle ciepłych uczuć, jak do własnej wnuczki. Dzieci są jak barometr - doskonale odpowiadają na nastroje. A mała czuje, że ktoś podchodzi do niej z sercem na dłoni... I czasem to niestety wykorzystuje, bo bardzo często "wskakuje" opiekunce na ręce. A więc doszło mi kolejne zmartwienie - czy pod moją nieobecność malutka nie zostanie ponad normę rozpieszczona... Jak widać każde rozwiązanie niesie za sobą jakieś zagadnienia... Koleżanki zazdroszczą mi sprawdzonej osoby, a ja się martwię, że będzie dla małej za dobra... :-) Ehhh...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz