Nie jest łatwo... Mój Mąż wciąż nie jest w pełni sprawny, a druga operacja, która powinna to zmienić będzie prawdopodobnie dopiero po świętach wielkanocnych. Moja siostra wyprowadziła się od nas, bo dostała pełno etatową pracę. Bardzo nam pomogła przez te dwa tygodnie, ale chyba troszkę ją to zajmowanie się Małą w pełnym wymiarze czasu przerosło. I ja to rozumiem... W końcu jej rola to bycie ciocią, która chce rozpieszczać raz na jakiś czas, a nie wychowywać na codzień. Przebywanie na obcym gruncie, w nieswoim domu, w poczuciu tymczasowości też pewnie nie pomaga... Także od niedzieli jesteśmy sami.
Z jednej strony to dobrze - pojawiło się poczucie jako takiej normalności. Malutka jest spokojniejsza, bo chyba czuła, że sytuacja jest niestandardowa. Z drugiej - pojawiła się konieczność logistycznego opanowania tej nowej sytuacji. Przed wypadkiem było tak, że ja szłam do pracy na mniej więcej 7 rano, a Mąż ogarniał Małą po jej pobudce do momentu przyjścia opiekunki i swojego wyjścia do pracy. Opiekunka przychodzi na 10 i jest do mojego powrotu z pracy. Biorąc pod uwagę fakt, że teraz M. ma wyłączoną z funkcjonowania jedną rękę, nie może dźwigać itd. - nie poradzi sobie sam z Malutką, którą trzeba rano wyjąć z łóżeczka, nakarmić, przewinąć itd. Rozważaliśmy, czy nie dopłacić opiekunce za nadgodziny, żeby przychodziła wcześniej, ale uznaliśmy, że to jest jej praca i przebywanie z Małą kilkanaście godzin zamiast 8 może okazać się męczące i niekorzystnie odbić się na całej sytuacji.
Musieliśmy sobie poradzić inaczej. Na chwilę obecną udało nam się zaangażować do pomocy babcię Męża, która przyjeżdża na 6.30 do nas. Mijamy się w drzwiach - babcia wchodzi, a ja wychodzę do pracy. Do przyjścia opiekunki babcia pomaga Mężowi ogarnąć Małą. Na szczęście radzi sobie z nią bardzo dobrze, co nie jest łatwe, bo Mała wstaje przy wszystkich możliwcyh meblach i innych "podpórkach", które znajdzie... Harmonogram reszty dnia dzięki temu jest bez zmian, a ja mogę w miarę spokojnie pracować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz