Dziś okaże się - mam nadzieję -kiedy mój M. będzie miał kolejną operację. Liczymy, że w miarę szybko; potem jeszcze rehabilitacja i wszystko powinno wrócić do jako takiej normy. W każdym razie trzymajcie kciuki...
Wypadek Męża uświadomił mi, jak wiele się zmienia, gdy pojawia się dziecko. Gdy się o nim dowiedziałam, uruchomił mi się w głowie - obok troski o Męża - dodatkowy proces myślowy "co z Maleńką?". Zanim dotarłam do szpitala organizowałam opiekę, listę posiłków, zmiany ubrań i przekazałam rytuały kąpielowe. Nie było paniki - był logiczny ciąg myślowy, a mój umysł pracował na dodatkowym "wiatraku", który nie dopuścił do przegrzania i studził zbędne emocje. Potem wciąż powtarzałam sobie, że wszystko się musi ułożyć, bo jest malutka i nie ma innej opcji.
Przy okazji - bardzo dziękuję wszystkim za słowa wsparcia, które do nas w tych gorszych chwilach docierały...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz