piątek, 15 lutego 2013

Kryzys coraz poważniejszy

Mój mały kryzys, który pojawił się w poniedziałek narasta... I nie chodzi tu o fakt, że jestem w pracy, ale o to, jak w tej pracy jest.

Najpierw kilka słów, o tym gdzie pracuję... Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo celem tego bloga nie jest opisywanie mojego miejsca pracy, a jedynie emocji, które towarzyszą mi jako matce po powrocie do aktywności zawodowej. Wydaje mi się jednak, że muszę trochę naświetlić tło... A więc po kolei - w mojej firmie pracuję od 5 lat, praktycznie od początku na tzw. stanowisku kierowniczym. Trafiłam do niej w idealnym wg mnie momencie - firma się rozwijała i to dość szybko, a ja razem z nią. Oczywiście ten "skok rozwojowy" [sic!] okupiony został ciężką pracą (również w nadgodzinach) i chwilami poważnego zwątpienia. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jestem trzy stanowiska wyżej niż byłam na początku, moje wynagrodzenie wzrosło dwukrotnie, a doświadczenia zawodowego zdobyłam tyle, ile zebrałabym w innej firmie przez około 10 lat - myślę, że było warto.

Teraz jest jednak nieco inaczej. Chciałabym się dalej rozwijać, co wiąże się z dalszą intensywną pracą, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że mam malutką córeczkę, która czeka na mnie w domu. I albo poświecę czas na projekt w pracy albo pobędę z Małą. Widzę ją około 3-4 godzin dziennie, bo gdy ja wychodzę do pracy to ona jeszcze śpi. A do tego dochodzi zmęczenie, bo wstaję coraz wcześniej, żeby wyrobić się z pracą. Co jakiś czas pojawia się pytanie - czy warto?

Mój szef namówił mnie na powrót trochę wcześniej niż planowałam, bo powierzył mi tworzenie nowego działu. Początki zawsze są trudne, ale tutaj dochodzi jeszcze jeden aspekt - dział od razu dostał mnóstwo roboty, bo jest okres sporządzania sprawozdań finansowych. Niestety moja praca jest uzależniona od danych, które dostarczą mi inni. I tutaj zaczynają się problemy związane z jakością i terminowością tych danych, niestosowaniem się do wewnętrznych procedur itd. Na chwilę obecną traktuję to jako walkę z wiatrakami... Stąd właśnie pytanie, czy warto?


Czy na pewno warto tak intensywnie realizować się zawodowo? Przecież Maleńka tak szybko rośnie, czy czegoś nie przegapię? Czy droga, którą wybrałam jest dobra? Nie znam niestety odpowiedzi na to pytanie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz