Już po ... Faktycznie było jak pierwszego dnia w nowej pracy, bo musiałam wymóc na informatykach zainstalowanie niezbędnego oprogramowania i niestety trochę trwało zanim ustawili wszystko tak, żebym mogła faktycznie pracować. Dodatkowo nasz główny system miał dziś zły dzień i co jakiś czas zawieszał się i wyrzucał nas z sieci. Kilkakrotne zaczynanie tej samej czynności nie wpływa dobrze na motywacje do pracy...
Jeśli chodzi o matczyne uczucia, to było zaskakująco dobrze. Nie płakałam, nie sprawdzałam nerwowo godziny w celu ustalenia, czy już czas na śniadanie, spacer, obiad itp. Skupiłam się tym, co mam do wykonania i uznałam, że skoro ani opiekunka ani mąż nie dzwonią to wszystko w porządku. Ale po wyjściu z firmy im bliżej domu, tym bardziej przyspieszałam krok. A jak wróciłam, okazało się, że malutka ma drzemkę:( Po przebudzeniu okazało się, że nieszczególnie jest stęskniona - a nie było mnie 9 godzin i wyszłam przed 8.00 czyli jeszcze przed jej pobudką. Zachowywała się tak, jakby w ogóle nie zauważyła, że mnie nie ma. Lekkie ukłucie w sercu z tego powodu jest :( Z drugiej strony prawdopodobnie faktycznie nie odczuła mojej długotrwałej nieobecności, bo u takich maluszków poczucie czasu jest odmienne od tego, jakie mają dorośli. I znów mała rozterka - cieszę się, że jest w dobrym humorze pod moją nieobecność, ale chciałabym, aby choć troszkę za mną zatęskniła. Niektórzy pomyślą: "idiotka"... Trudno, każda idiotka ma prawo do własnych odczuć.
Przed nami weekend czyli przez 2 dni 2 doby z maleńką. Chyba jakaś część mnie - mimo, że wcześniej się od tego próbowałam uwolnić - tęskni za mamusiową codziennością, wyłącznością na dziecko od porannej kaszki rano do wieczornej kąpieli... Kto mi wyjaśni te sprzeczności ...?

Tego chyba nie da się wyjaśnić tych sprzeczności. Ważne, że dałaś radę. Będzie kryzys pewnie niejeden. Czasami na pewno będziesz sobie mówiła: że po co mi to. A prawda jest taka, że po to aby być spełnioną matką i kobietą. Bo każda z nas kocha swoje dziecko/dzieci, ale musi też robić coś dla siebie. Kaszki i pieluszki to nie wszystko. Powodzenia.
OdpowiedzUsuńDziękuję:) Nie mam złudzeń, że ominą mnie kryzysy i chwile zwątpienia - szczególnie, gdy ilość pracy się zwiększy. A że trzeba mieć coś dla siebie, z tym zgadzam się w stuprocentach. Nie tylko przy dziecku, ale też w związku, w rodzinie itd. Wydaję mi się, że lepsza pracująca mama niż niepracują i sfrustrowana, że jej świat kończy się właśnie na kaszkach, pieluszkach i placu zabaw niedaleko bloku. Jeszcze raz podkreślę: szczęśliwa mama to szczęsliwe dziecko:)
Usuń