Wczorajszy komentarz Pitera dotyczący mojego posta pt. Nie jest dobrze... zainspirował mnie do tego, aby odpowiedzią podzielić się ze wszystkimi. Piter - jeszcze raz dziękuje za Twoją wypowiedź:)
Poniżej kilka przemyśleń:
Przede wszystkim nie uważam tego komentarza za męski punkt widzenia. Powiedziałabym raczej, że to rozsądne stanowisko. Ja też uważam, że wyjście do ludzi (czy to do pracy, czy na zajęcia z języka obcego, kurs filcowania lub naukę salsy...) powoduje, że odrywamy się od naszego małego świata jakim jest domowa codzienność i łapiemy dystans do tego, co mamy w domu. Stajemy się bardziej interesujący dla siebie, dla partnera itd., bo mamy nowe wrażenia i bodźce, którymi możemy się podzielić. Nie będę ukrywać, że dla mnie priorytetem był powrót do pracy i żadne wyjścia na siłownię, masaż, rower i spotkania ze znajomymi nie były w stanie zapełnić tej przestrzeni w mojej głowie, która odpowiada za samorealizację.
A że łatwo jako matki wpadamy w poczucie winy (a przynajmniej spora część z nas), które z jednej strony funduje nam biologia, z drugiej dość często otoczenie? Nie wiem, jakie procesy chemiczne zachodzą w mózgu kobiety, która urodziła dziecko, ale instynkt macierzyński okazuje się być wyjątkowo silnym i nie zawsze racjonalnym odczuciem. Walka z nim w obszarze racjonalności jest bardzo ciężka - przynajmniej w moim przypadku. Mimo że uważam.się za kobietę rozsądną, dojrzałą, skupioną nie tylko na dziecku, ale też na realizacji własnych celów, to jak widać na przykładzie wczorajszego posta ulegam różnym czarnym myślom.
Może ktoś z Was spytać, po co upubliczniam te moje przemyślenia, jeżeli mam świadomość, że są one na swój sposób pozbawione sensu? Po pierwsze dlatego, że "wyrzucenie" ich z głowy powoduje, że je oswajam i stają się mniej "przerażające". Jeszcze raz podreślę, że wyznaję zasadę, iż problem wyartykułowany przestaje być problemem (a na pewno traci na znaczeniu). Po drugie - mam nadzieję, że tego bloga czytają i będą czytać matki, które wracają lub planują wrócić do aktywności zawodowej, a wtedy świadomość, że inne, nawet najbardziej rozsądne i mądre kobiety też miały ten problem bardzo pomaga
Jeśli chodzi o otoczenie, to faktycznie z tym bywa różnie. Decyzję o powrocie do pracy przeżyłam bardzo i to nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że byłam bardzo zdeterminowana. Niestety w najbliższym otoczeniu (innych rodziców) nie miałam nikogo, kto by taką decyzje podjął, a większość znajomych jest jeszcze w domu z dziećmi sporo starszymi niż moja córeczka. Na szczęście znalazły się osoby bezdzietne w momencie, gdy podejmowałam tę decyzję, które wsparły mnie będąc w dalekiej Tajlandii.
Moja opinia nt. niepracujących kobiet i mężczyzn jest również podobna do zdania Pitera. Z domu wyniosłam przekonanie, że powinno się pracować, aby być człowiekiem spełnionym i niezależnym. W mojej rodzinie wszystkie kobiety są aktywne zawodowo lub były - to dotyczy pokolenia babć.
Stąd też pewnie moja chęć realizacji zawodowej:-)
Trzymam kciuki za inne mamy:-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz