piątek, 1 lutego 2013

Wrażenia

Już po ... Faktycznie było jak pierwszego dnia w nowej pracy, bo musiałam wymóc na informatykach zainstalowanie niezbędnego oprogramowania i niestety trochę trwało zanim ustawili wszystko tak, żebym mogła faktycznie pracować. Dodatkowo nasz główny system miał dziś zły dzień i co jakiś czas zawieszał się i wyrzucał nas z sieci. Kilkakrotne zaczynanie tej samej czynności nie wpływa dobrze na motywacje do pracy...

Jeśli chodzi o matczyne uczucia, to było zaskakująco dobrze. Nie płakałam, nie sprawdzałam nerwowo godziny w celu ustalenia, czy już czas na śniadanie, spacer, obiad itp. Skupiłam się tym, co mam do wykonania i uznałam, że skoro ani opiekunka ani mąż nie dzwonią to wszystko w porządku. Ale po wyjściu z firmy im bliżej domu, tym bardziej przyspieszałam krok. A jak wróciłam, okazało się, że malutka ma drzemkę:( Po przebudzeniu okazało się, że nieszczególnie jest stęskniona - a nie było mnie 9 godzin i wyszłam przed 8.00 czyli jeszcze przed jej pobudką. Zachowywała się tak, jakby w ogóle nie zauważyła, że mnie nie ma. Lekkie ukłucie w sercu z tego powodu jest :( Z drugiej strony prawdopodobnie faktycznie nie odczuła mojej długotrwałej nieobecności, bo u takich maluszków poczucie czasu jest odmienne od tego, jakie mają dorośli. I znów mała rozterka - cieszę się, że jest w dobrym humorze pod moją nieobecność, ale chciałabym, aby choć troszkę za mną zatęskniła. Niektórzy pomyślą: "idiotka"... Trudno, każda idiotka ma prawo do własnych odczuć.

Przed nami weekend czyli przez 2 dni 2 doby z maleńką. Chyba jakaś część mnie - mimo, że wcześniej się od tego próbowałam uwolnić - tęskni za mamusiową codziennością, wyłącznością na dziecko od porannej kaszki rano do wieczornej kąpieli... Kto mi wyjaśni te sprzeczności ...?

2 komentarze:

  1. Tego chyba nie da się wyjaśnić tych sprzeczności. Ważne, że dałaś radę. Będzie kryzys pewnie niejeden. Czasami na pewno będziesz sobie mówiła: że po co mi to. A prawda jest taka, że po to aby być spełnioną matką i kobietą. Bo każda z nas kocha swoje dziecko/dzieci, ale musi też robić coś dla siebie. Kaszki i pieluszki to nie wszystko. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Nie mam złudzeń, że ominą mnie kryzysy i chwile zwątpienia - szczególnie, gdy ilość pracy się zwiększy. A że trzeba mieć coś dla siebie, z tym zgadzam się w stuprocentach. Nie tylko przy dziecku, ale też w związku, w rodzinie itd. Wydaję mi się, że lepsza pracująca mama niż niepracują i sfrustrowana, że jej świat kończy się właśnie na kaszkach, pieluszkach i placu zabaw niedaleko bloku. Jeszcze raz podkreślę: szczęśliwa mama to szczęsliwe dziecko:)

      Usuń